Przeglądając ogłoszenia czy to w prasie, czy w necie, niemal zawsze natknąć się można na pracodawców poszukujących przedstawicieli handlowych. Kryzys, urok czy sraczka – przedstawicielom nic nie może zaszkodzić. Na czym polega ten fenomen?
Zanim zaczniemy się zastanawiać, czy warto się przebranżowić, założyć graniak i zgrywać jednego z nich, odpowiedzmy sobie na pytanie: co właściwie robi każdego dnia taki przedstawiciel? Dużo rozmawia przez komórkę, zgrywa ważniaka – ale co ważne: tylko przed ludźmi ze swojej firmy. W kontakcie z klientem staje się obły, malutki i giętki, tak żeby łatwiej wejść mu w d….
Niewątpliwie, praca polegająca na nie posiadaniu własnego zdania i wciskaniu ludziom kitu za wszelką cenę, musi być męcząca. Stąd tak duża rotacja w tym zawodzie. Przedstawicieli dziesiątkują także choroby zawodowe, np. dyskopatia odcinka lędźwiowego powstała na skutek zbyt częstego schylania się przed klientem po mydło. To tłumaczy wysokie prowizje i ubezpieczenie zdrowotne. Dlatego jeśli zastanawiacie się, czy warto, redakcja pracorady odpowiada: nie warto.